sobota, 31 marca 2012

EDK czyli 44 km Ekstremalnej Drogi Krzyżowej

"Im piękniejsze ideały, tym większa chęć do życia - tym większa chęć zaangażowania się w życie czyli chęć poświęcenia. Prawdziwy idealista potrafi szafować swoim życiem. Nie broni go, ale raczej rozdaje. Nie mierzy go latami ale wartością ideałów, którym służy"

Deszcz, wiatr, zmęczenie, niewyspanie. 44 km marszu połączone z modlitwą, rozmowami, ciszą i ekstremalnymi warunkami. Nasza ekipa  - Ela, Szczupak, Mąciorki i reszta geodetów.
Od 30 km nasze rozmowy umilkły. Potrzeba wyciszenia, może ze zmęczenia, a może po prostu chcieliśmy poczuć własną samotność. Ostatnie kilometry - zamiast zespołu, staliśmy się indywidualnymi jednostkami - ale łączyło nas jedno - IDEALIZM.




Stacje Drogi Krzyżowej zaczynają nabierać głębokiego sensu. Czujesz co mógł czuć Jezus. Ty niesiesz tylko plecak - On niósł Krzyż, Ciebie smaga deszcz i wiatr - Jego biczowali, Ty potknąłeś się i upadłeś na błoto - On trzy razu upadł na kamienie, Ty masz lekki odcisk - Jego ciało to wielka rana. Dopiero gdy poczujesz fizycznie - zrozumiesz jak wielkie było to poświęcenie.
Ostatnie 5 kilometrów - walka ze słabościami. Idę bo jak stanę, to nie ruszę. 



Doszłam. Panie, udało się. Dziękuję :) 

poniedziałek, 19 marca 2012

Makaron z rosołem czyli nieznanowickie zdobywanie szczytów rowerem

"Nie warto żyć normalnie - trzeba żyć esktremalnie"

Kochane Nieznanowice - na prawo pole, na lewo pole a po środku Basia z uśmiechem od ucha do ucha :) Takiej niedzieli potrzebowałam - tysiące przygód, myśli niespokojnych, słów wypowiedzianych, uśmiechów odwzajemnionych, kilometrów przebytych :)

Taka wyżerka była - makaron z rosołem, i kurczak i ciasto i to w towarzystwie przystojniachy Michała.
A po obiadku było to co misie lubią najbardziej - rowery :) U - a - ha - rowery dwa :) Słońce, wiatr, rzeczka, ekstremalna jazda po błocie i kałużach, zdobywanie najwyższej góry Nieznanowic - tyle szczęścia że nie ogarniam. 

Odwiedziny u babci były, imieniny u dziadka też. A na koniec dnia tylko babski wieczór filmowy - Małgoś informatyk i jej niecodzienne sposoby rozwiązywania problemów z niedziałającym filmem :) 
A rano trzeba było wstać - pobudka o 5 rano - nawet kury tak wcześnie nie wstają a co dopiero Małgosia śpioch pierwszej klasy :) A na miły początek dnia - pozytywna jazda z nieznanowickimi strażakami  :) 
Mistrzu, Misztrzu - ciasto i spaghetti bez Ciebie nie smakuje tak samo.

czwartek, 2 lutego 2012

Misie SFI-sie

"Sprawiaj innym radość a zobaczysz wtedy że radość naprawdę cieszy "

I w związku z moim radosnym nastawieniem do życia, wzięło mnie na pieczenie ciastek :) Ale nie byle jakich ciasteczek :) W mojej małej główce pełnej pomysłów zrodził się tym razem pomysł na ciasteczka dla SFI-informatyków :)

Zaczęło się od odbierania telefonu z rękami w cieście - bo Małgosia ma swoją sekretarkę co zawsze potrzyma telefon. A potem już było coraz radośniej - nocne zabawy w kuchni :) Mało brakowało a wyruszyłabym do Tesco na Ruczaj po margarynę o 3 w nocy :) A wszystko za sprawą najlepszych  pod słońcem współlokatorów, którzy postanowili poświęcić się dla dobra ludzkości i przetestować ciasteczka.  Wymagało to od nich naprawdę wielkiego poświęcenia i odwagi. Dlatego też  testowali ciasteczka pod każdym względem :) A wszystko dla dobra ludzkości !!
 A tak wyglądały wesołe Misie SFI-sie, które sprawiły tyle radości. Nawet zły pan portier nie mógł się oprzeć ich urokowi i dzięki ich cudownym własnościom zostałam ułaskawiaczem pana portiera: )

I jak tu go nie schrupać.....

wtorek, 13 września 2011

Stolico przybywam :)

"I Wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
Ściskając w ręku kamyk zielony,
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle"

Jeden telefon, kilka minut pakowania i już byłam w drodze do Kingi. Pięć lat czekała na moją wizytę i w końcu się udało :) Małgosia potrzebowała zmienić otoczenie - bo czasem są w życiu chwile w których masz ochotę rzucić wszystko i uciec.....

Dwa dni pełne obfitych przeżyć. Odwiedziłam chyba wszystkie warte zwiedzenia miejsca.  Nawet u prezydenta byłam na herbacie :)  Centrum Kopernika i Muzeum Powstania Warszawskiego - polecam wszystkich podróżnikom którzy zawitają do stolicy :)

A najlepsze były parówki z majonezem  - bo Kinia wiedziała że uwielbiam parówki  :) I spotkanie z Wojtkiem - niezapomnianym odtwórcą roli Józefa :) 

wtorek, 30 sierpnia 2011

Wiedźma, patefon i ciotka 102 złote czyli obóz przetrwania - Sarbinowo 2011

"Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, 
 być ciągle czymś zajętym i domagać się – ze wszystkich sił – tego, czego pragnie."

Czwarty obóz w Sarbinowie. Wyjeżdżając nie myślałam że może być on najlepszy ze wszystkich :) Obok w pokoju zamieszkała Ewa, która po kilku dniach otrzymała piękne przezwisko - ciotka 102 złote. A wszystko za sprawą Kubusia :) Mój słodziak Kubuś i mój pierwszy słodziak Piotrek nie pozwalali się nam nudzić. O nie !
Do tego wszystkiego czas umilał nam Dj Paja i jej patefon oraz Wojtek syn Staska Orawca :)
Hiciorem wyjazdu była kołysanka góralska... "Chudobną mnie mama miała, chudobną mnie wychowała...".

Ciotka 102 złote i nasz kochane urwisy :)
 


No i oczywiście jakby tego było mało, to wiecznie zadowolona i uśmiechnięta Wiedźma urozmaicała nam czas :)
Ewuś dziękuję za to że znalazłam w końcu większego wariata niż ja. Bo my pozytywni  potrafimy zmienić szarą rzeczywistość w kolorowy czas.
Dziękuję za te godziny gry w siatkę, za te śpiewy góralskie w niedzielne imprezy plenerowe, za te kawusie co ich nie piłam, za to niebieskie podejście do życia, za te poważne noce i poranne pobudki, za te eksperymenty drinkowe i za te babki z piasku i za te lody czekoladowe i za to chlapanie lodowatą wodą i za to .... że jesteś :)
Dj. Paja i jej patefon :)
 Każdy taki obóz uczy pokory. Wracasz do domu i dziękujesz Bogu za to jakim cudem jest zdrowie. Przez dwa tygodnie patrzysz, słyszysz i dziękujesz za to że masz dwie zdrowe ręce i nogi, za to że słyszysz, widzisz, mówisz. To czas w którym zdaje Ci się że te Twoje problemy ze zdrowiem, to nic. Patrzysz, słyszysz i uczysz się szacunku i pokory. Pamiętam jak dziś pierwszy obóz - miałam wtedy niespełna 17 lat - i mimo że byłam oswojona z niepełnosprawnością - to i tak przeżyłam szok. Ale tak bardzo pokochałam te dzieciaki - moje słodziaki. Ich uśmiech i dziękuję wypowiedziane prosto z serca daje tyle radości...